Strona główna serwisu > Blog > Samochodem podróże małe i duże > Samochodem na Ukrainę - czyli wakacje 2008
Komentarze (7) | Dodaj komentarz
Pomysł wyjazdu na Ukrainę zrodził się w mojej głowie już parę lat temu. Czytałem różne relacje z podróży wakacyjnych, przeglądałem fora internetowe, i tak wpadłem na wpis jakiegoś gościa ze zdjęciami z wyjazdu na Ukrainę. Niestety nie pamiętam gdzie to było więc nie daje linka...
Przyznam szczerze – jak zobaczyłem fotki i opis, praktycznie od razu zakupiłem na allegro kilka książek (w tym nieśmiertelny przewodnik Pascala). Poczytałem, poszperałem jeszcze w Internecie i... decyzja zapadła – jedziemy.
Niestety, mijały kolejne wakacje, czas płynął, i nigdy nie był tak łaskawy żeby pozwolić nam na 2-3 tygodniową wyprawę w Dzikie Pola i nad Morze Czarne.
Nastało w końcu lato 2008 – w wyniku pomyślnych zbiegów okoliczności udało się nam wygospodarować wolne 2 tygodnie. Możemy jechać!!!
Ok., tylko dokąd?
Ukraina to nie San Marino... powierzchnia Ukrainy wynosi 603.700 km kwadratowych. Odległości pomiędzy lokalizacjami, które „koniecznie” musieliśmy zobaczyć ogromne. W dwa tygodnie nie da się zwiedzić Lwowa, przejechać się szlakiem dawnych polskich rubieży... nawet jeśli jechać tylko na Krym, to samochodem są to 2 dni w jedną i 2 dni w drugą... a gdzie tu jeszcze miejsce na Kijów, Kamieniec Podolski, Stanisławów (czyli Ivano Frankovsk)?
W ten sposób doszliśmy do wniosku, że... jedziemy do Lwowa. A potem pełna improwizacja:). Gdzie nas koła samochodu poniosą:)
Poniżej przedstawiamy Wam zapiski i kilka fotek z tej 2 tygodniowej, samochodowej wycieczki na Ukrainę. Zapiski w sensie dosłownym – prowadzone w Dzienniku Podróży (czyli zeszycie w kratkę:), przez całą (prawie) drogę.
Wiem, że jest wiele osób, które być może by i chciały pojechać na Ukrainę, ale nie do końca wiedzą jak to zorganizować, paraliżuje je obawa przed przestępczością lub ukraińską milicją, naczytały się mrożących krew w żyłach opowieści dziwnej treści na forach bądź znajoma, znajomej, której znajomy był powiedział, że.... itd. itp. Naprawdę, nie ma się czego bać. Trzeba jechać i poznawać świat – nie od dziś wiadomo: podróże kształcą:).
Co zabieramy?
Namiot, śpiwory, kuchenkę turystyczną, kilka konserw i zupek chińskich (made in Poland:), fotele turystyczne, ubrania na każdą okazję, siekierę, taśmę do targania samochodu, parę hrywien, więcej euro, najwięcej zielonych (jak się okazało zupełnie słusznie – dobry kurs), karty kredytowe, szczoteczki do zębów.
Czym jedziemy?
Wszystko pakujemy w naszego jamnika – czyli Suzuki Jimny. Samochód świeżo po przeglądzie, klima działa:), ubezpieczenie ważne, dodatkowe ubezpieczenie dla nas „od wszystkiego” też kupione, GPS – z mapą Ukrainy oczywiście (czyli zwykłe, stare Mio C250).
Wyjeżdżamy z Warsaw City i jedziemy w stronę Lublina. Radio informuje: w Gruzji wojna. W Odessie flota ruskich zaczyna jakieś manewry. Hmmm... na nas się chyba nie szykują? Parę krótkich stopów po drodze: to siusiu, to kanapka, to papierosek.
O 11:30 jesteśmy w Lublinie, o 14:30 Hrebenne – granica. Do granicy droga super, nowa nawierzchnia, mały ruch. Na granicy trochę gorzej. Spora kolejka ukraińskich i polskich „turystów zarobkowych”. Stoimy. I tu pierwsze zdziwko. Podchodzi do nas Pan Polski Pogranicznik i zaprasza do osobnego przejścia. Okazuje się, że nie musimy stać z bezwzględnie kontrolowanymi mrówkami.
Ufff.... po naszej stronie kontrola to tylko przejrzenie paszportów i krótka pogawędka o planach wakacyjnych. Dojeżdżamy do kontroli ukraińskiej... no i tu się zaczęło. Okazało się, że trzeba wypełnić 4 czy 5 druczków, jeden na osobę, jeden na samochód, jeden na miejsce pobytu (tia...niby skąd mamy to wiedzieć?)... i coś tam jeszcze. Tabliczki z wzorem wypełnienia są... a jakże po ukraińsku:))).
Konsultacje z rodakami sprawiły, że jakoś to wszystko ogarnęliśmy. W miejsce pobytu wpisujemy Lwów... ulica Warszawska... Do dziś nie mam pojęcia czy taka jest?
Pan Ukraiński Szanowny Książe Celnik z Dynastii Ja Wam Pokażę Małe Polaczki z bardzo niezadowoloną miną wszystko przegląda, coś notuje, coś pokrzykuje... i na koniec wyrzuca nam paszporty przez okienko. Pani obok szepce ze śpiewnym kresowym akcentem: trzeba było włożyć, choćby 10 złotych. To już nieważne – możemy jechać. Jeszcze tylko Pani Naciągaczka Na Ukraińskie Ubezpieczenia próbuje nam wcisnąć niby obowiązkowe ubezpieczenie samochodu... Grzecznie dziękujemy i ruszamy.
Po opuszczeniu przejścia i pasa granicznego... wstrząs. Pamiętacie parę lat temu granicę polsko – niemiecką? Jak wracało się z Niemiec albo skądś w Europie, wjeżdżając do Polski doznawało się szoku. Były to jakby dwa światy. U nich piękne drogi, luksusowe samochody, zielono, czysto, wszystko zadbane. U nas zamiast dróg dziury, przy drodze zamiast drzew tirówki, ciemno, głucho i niesympatycznie. I tak właśnie poczuliśmy się wjeżdżając na Ukrainę. Nieładnie, niefajnie, yyy okropnie. Zaciskamy zęby i jedziemy dalej – do Lwowa.
I tu dosłowny cytat z naszego zeszyciku z etapu granica – Lwów : „15:40, jesteśmy na Ukrainie. 4 kontrole policji, patroli jeżdżących w te i na zad około tysiąca. Minęliśmy czarną wołgę!!! I 40 czarnych BMW...”
Tak to mniej więcej wyglądało. Policja nas nie zatrzymywała. Czekają na mrówki, z nich skubią ile wlezie.
Przedmieścia miasta sprawiają fatalne wrażenie. Jeśli ktoś był parę lat temu na Stadionie X-lecia to wie o czym mowa. W centrum jest znacznie lepiej. Niestety trwają remonty kilku głównych ulic i GPS nie radzi sobie z nawigacją.
Lwowskie ulice to w zdecydowanej większości bruk. I nie jest to bruk ala kostka bauma tylko wyboisty, kamienisty BRUK - bruczysko. Po wąskich uliczkach jeżdżą dodatkowo tramwaje, ciężarówki i bóg wie co jeszcze. Koloryt i chaos.
Jedziemy powoli skrajem ulicy, próbując zorientować się z GPS’u (czemu nie ma w nim remontów? :) i z mapy (tabliczek z ulicami oczywiście nie ma) gdzie mamy skręcić, żeby dojechać do znalezionego w przewodniku hotelu Dnister. Do naszego samochodu podchodzi tymczasem sympatyczny 15 letni chłopiec z siatą pełną zakupów i szerokim uśmiechem na ustach. Przekrzykując uliczny zgiełk wita się z nami: „Polaki, ha? Może pomóc, może poprowadzić?”. Zatrzymujemy się i tak poznajemy Aleksa:)
Chłopiec proponuje nam, że pokaże nam drogę, do hotelu, a ja obiecuję mu w zamian parę groszy. Ruszamy. Chłopiec ma ojca Polaka, mamę Ukrainkę. Opowiada nam trochę o sobie i Lwowie. Czułem się trochę skonfundowany kiedy kazał mi skręcić w uliczkę z zakazem wjazdu. Tłumaczy: „widzisz, nie ma milicji, widzisz? Jak nie ma to droga nasza?”. Ok., jedziemy:)
Dojeżdżamy do hotelu. Aleks rozpływa się w zachwycie nad dziesięcio złotowym banknotem, który właśnie dostał. Jest bardzo zadowolony, dziękując nam serdecznie, żegna się.
My idziemy do hotelu, gdzie obsługa jest nieco zaniepokojona naszym widokiem... W hotelu trwa wesele (2 dzień) i nie bardzo im się uśmiechają nowi goście. Za to moja karta kredytowa uśmiechnęła się do nich... szeroko i jakoś zostaliśmy.
Rozkładamy się w pokoju. Hotel bardzo ok., z okna widać stare kamieniczki, do centrum niedaleko. Koszt pokoju ze śniadaniem dla dwóch osób 400 hrywien (czyli grzywien jak tu mówią), w cenie parking strzeżony (nie będziemy przecież taszczyć wszystkich gratów w tę i z powrotem).
Przejdź do strony: 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 | Następna
autor: kami | dodano: 2009-07-01 11:49:55
świetny tekst o wakacjach na Ukrainie:))
Własnie sami sie też tam wybieramy w tym roku. Moi dziadkowie stamtąd pochodzą więc chciałoby sie zobaczyc skąd nasze korzenie... ale jak tam trafić? z ostatnich opowieści babci wynika, że uciekali przed mordem przez UPA, z wioski, która płonęła:( więc jak tu trafić? a wybieramy sie oczywiscie naszym samochodzikiem citroenem xsara- super wygodnym choć niestety bez klimy. Jeśli by ktoś mógł nam pomóc to bardzo prosimy...
PS: swietny pomysł z tym opisem "wczasów" na Ukrainie
autor: kami | dodano: 2009-07-01 11:51:17
oczywiście pomóc w trafieniu do konkretnego miejsca:)))))))))
autor: bolko | dodano: 2009-07-12 17:18:20
komentarz ok,tez planuje wyjazd na ukraine autem ale chyba dopiero w przyszlym roku,ale wreszcie jakies prawdziweopisy.dzieki.pozdro...
autor: MAREK | dodano: 2009-07-16 09:49:32
Witajcie ja też wybieram się z dziewczyna na wczasy gdzieś w okolice Krymu bedziemy jechać we dwoje pytanie czy to bezpieczne i taka mała prośba macie może namiary na ten fajny nocleg u naszych rodaków ??? prosze o odpowiedź i pomoc pozdrawiam
jak dla nas bezpieczniejsze niż wczasy we Władysławowie:)
namiary są tutaj: wakacje nad morzem czarnym
Administrator
autor: Piotr | dodano: 2010-02-04 17:22:17
Super reportaż !!! Brawo!!! Ja wybieram się nieco bliżej bo tylko 100 km od Tarnopola na wschód, ale wasza opowieść wydaje mi się bardzo pomocna, a opowieść naprawdę zachęca do wyprawy na Ukrainę.
Pozdrawiam i życzę dalszych owocnych wypraw.
Piotr.
autor: Julka | dodano: 2010-08-12 18:52:50
UWAŻAJCIE UKRAINIE DALEKO DO RAJSKICH PLAZ !! BRUDNO !!!! BRAK ULIC DOJAZDOWYCH DO CZARNOMURKI>>MOZNA STRACIC ZAWIESZENIE ALBO JECHAC 10 /h. UWAGA OSZUKUJA W SKLEPACH NA ZAKUPACH !! CIEZKO SIE DOLICZYC ! JAK ZAKUPY ROBI POLAK ! KRADNA !!!! OKRADLI NAS ZE WSZYSTKIEGO ZOSTALISMY BEZ KASY NA POWRÓT DO KRAJU !!!! ODRADZAM SZCZERZE !!!!! PO ODESIE NIE DA SIE JEZDZIC-TAM PANUJE WOLNA AMERYKANKA- CZAS W ODESIE STANOŁ NA LATACH 70 !!!!! PLAZE BETONY PRZY BRZEGU DO 2m GŁĘBOKOSĆ. UWAGA OSTRZEGAM JA WIECEJ NA UKRAINE NIE JADĘ!!!!!!!!!!!
autor: m.weber | dodano: 2011-10-22 11:23:08
Zniżki dla Studentów Basen MOSiR Gdańsk Chełm/ Politechniki
Pływalnia Polibudy dla studentów OK ;) u ARGONAUTÓW , Zniżki dla Studentów na Basen MOSiR Gdańsk Chełm ul.Chałubińskiego 12 i Pływalnie Krytą Politechniki Gdańskiej al.Zwycięstwa 12.
Cena 12 złotych za godzinie nie jest duża i jako studentce bardzo mi to pomaga:)) często będę odwiedzać basen Politechniki:) polecam:))
miło, czysto, bezpiecznie, sympatyczna obsługanowy basen / po remoncie / o fantastycznej głębokiej niecce, bardzo miła i troskliwa obsługa ;)
Link na cennik ze zniżkami dla studentów ...>>>
http://www.argonaut.gda.pl/cennik_dla_studentow_ceny_cena_nauka_plywania_kursy_nurkowania_baseny_aqua_aerobic_fitness_w_gdansku.php#start
Zapisac sie można TU....>>>
http://www.argonaut.gda.pl/zapisy_nauka_plywania_kursy_nurkowania_basen_aqua_aerobic_fitness_w_gdansku.php#start
Można już nas zobaczyć w Galerii Filmów na ich stronie :
http://szkolaplywaniainurkowania.prv.pl/
lub
http://basenyinaukaplywaniawgdansku.w8w.pl/
oraz
http://www.youtube.com/watch?v=hKUCTdn8hY0